Nowy Jork: dźwięk przestrzenny i Broadway

Opublikowano

Studio dźwięku przestrzennego Davida Quang-Minh Nguyena: stanowisko miksu otoczone głośnikami

Wczorajszy dzień był źródłem tylu wrażeń, że jak mawiał klasyk „chłop w szoku jest”. Zaczęło się od rozmowy o bardzo ekscytującej współpracy, której efekty zobaczycie już niebawem, chwilę później natomiast…

Miałem okazję odwiedzić miejsce absolutnie niesamowite! Prywatne studio kompozytora, inzyniera miksu i wykładowcy technologii dźwięku przestrzennego Davida Quang-Minh Nguyen’a. David komponował tzw. muzykę akusmatyczną zanim jeszcze Dolby Atmos był jakimkolwiek tematem - dyskusja z nim na temat wykorzystania przestrzeni akustycznej jako środka twórczego wyrazu otworzyła mi głowę na zupełnie nowy świat nieprzebranych możliwości, a narzędzia których używa David w swojej pracy podsunęły mi dziesiątki pomysłów z których pewnie wykrystalizuje się kilka faktycznych koncepcji słowem: To co tam usłyszałem i czego się nauczyłem rozwaliło mi mózg i natchnęło mnie do działania.

Studio Davida Quang-Minh Nguyena z układem głośników do dźwięku przestrzennego

Patryk Tylza i David Quang-Minh Nguyen w studiu

Poraz drugi moja tkanka szara rozbryzgana została wieczorem po ścianach Schubert Theather na Broadwayu, a to w wyniku ekspozycji na bezapelacyjną musicalową superprodukcję jaką jest Alicia Keys’s Hell’s Kitchen. To było nie z tej ziemii pod każdym względem: kompozycje, aranżacje, teksty, śpiew, taniec, gra aktorska, band, wizual, dźwięk..

2,5h siedziałem wgnieciony w fotel - 3/4 spektaklu ze łzami w oczach 1/4 po prostu płacząc. Polecam każdemu kto będzie miał okazję odwiedzić Nowy Jork to doswiadczenie.

Bilet i program musicalu Hell’s Kitchen w Shubert Theatre

Widownia Shubert Theatre przed spektaklem Hell’s Kitchen

Na koniec słodko - gorzka refleksja (będzie trochę „o branży” ale myślę że dotyczy to szerszego spektrum spraw): W Polsce pod wieloma względami już dawno nie mamy się czego wstydzić. Przeciwnie, nowiutka infrastruktura, topowa technologia - nawet nie zauważyliśmy gdy wyprzedziliśmy tych, przy których nadal mamy kompleksy…

Musical na Broadwayu pokazał mi jednak, że to wcale nie chodzi o warunki, bo robiłem i większe i mniejsze sztuki w podobnie świetnych warunkach technicznych ale znacznie lepszych np. lokalowo. Nie chodzi też o kasę bo ekonomicznie takie coś na luzie dałoby się przeprowadzić w Polsce - ceny biletów wcale nie są zaporowe nawet dla polskiego widza… Więc o co chodzi? Nie wiem.

Na pewno po części o chęci i podejście - ta słynna literka „ć” w słowie „jakość” której u nas tak często brakuje… a co poza tym? Może umiejętności? Jeśli już to raczej nie przez brak talentów… Może to to, że utalentowanych ludzi się nie wspiera, a często wręcz tłamsi i wciska w glebę w imię lęków różnorakich, często niesionych sztafetą od pokoleń? Nie wiem. I nie wiem czy chce już wiedzieć .


← Wszystkie wpisy